Podejmowaliście kiedykolwiek próbę analizy wewnętrznej struktury kajzerki? Ja właśnie w tym momencie podjąłem. Mój wzrok, skupiony początkowo na chropowatej, lekko spieczonej w mikrofali skorupie bułki, powędrował spokojnie ku nadgryzionej krawędzi, gdzie tak dobrze wszystkim znana zewnętrzna faktura wypieku odcinała się zdecydowanie od wewnętrznej tkanki. Stanąłem u progu nowego świata, pszenicznego mikrokosmosu, paralelnej, piekarniczej rzeczywistości, której jestestwa nikt nigdy nie próbował zgłębić ani opisać. Oto szansa, ale i konieczność, wyzwanie, ale i obowiązek wobec ludzkości, wobec polskości oraz wobec polskiej tradycji konsumpcji kajzerek. Ludzkość sporo już osiągnęła. Rozbiliśmy atom na protony, elektrony i neutrony, rozgrzebaliśmy proton i znaleźliśmy w nim kwarki, odkryliśmy penicylinę oraz DNA i za oba odkrycia przyznaliśmy sobie Nagrodę Nobla, wymyśliliśmy mityczny nektar, by następnie nauczyć się go produkować ze zboża lub ziemniaków, wysłaliśmy człowieka na księżyc i robota na Marsa, napisaliśmy siedem tomów „W poszukiwaniu straconego czasu” i nakręciliśmy siedem części „Piły”, wynaleźliśmy liczydło, komputer, Windowsa, Internet, fejsbuka, i FarmVille, jak to zatem w ogóle możliwe, że nikt do tej pory nie podjął trudu opisania wewnętrznej struktury kajzerki!? Cóż za zaniedbanie! Ale oto nadszedł ten moment, w którym ja, Marek, zwykły i anonimowy pracownik administracyjny, naprawię tę potworną dziejową krzywdę.
Wniknąłem zatem w niezbadaną strukturę mojej bułki. Przedarłszy się przez grubą warstwę na poły roztopionego żółtego sera oraz wciąż jeszcze gorący plasterek kiełbasy suchej krakowskiej, wpadłem w labirynt niespotykanych wprost rozmiarów, w nieuporządkowany system korytarzy i komór tak ogromny i różnorodny, że próba jego pobieżnego choćby sklasyfikowania kosztować mnie będzie wiele lat teoretycznych rozważań i ciężkich badań terenowych. Ostrożnie, niewprawnym krokiem początkującego speleologa, wstępowałem w ten tajemny świat, świat wielkich grot, ciasnych szczelin, świat bezdennych szybów i pozbawionych horyzontu płaskowyżów, przede wszystkim zaś świat dziewiczej, dojmującej pustki. Chłonąłem tę pustkę chciwymi nozdrzami, czując jak wypełnia me płuca, jak je rozszerza zmuszając do walki o przestrzeń z żebrami. I wtedy zwróciłem uwagę na ściany, na te majestatyczne płaszczyzny ustawione ręką niewidzialnego murarza-artysty. Mistycyzm formy, eklektyczna harmonia kubizmu z secesją, romańskiej bryły z barokowym ołtarzem. Oto odkryłem świat idealny. Nagle dotarło do mnie, że tu, we wnętrzu mej kajzerki, która jeszcze przed chwilą nie mogła pretendować do roli wznioślejszej niż status zwykłego przedmiotu konsumpcji, właśnie tu niepodzielnie panowała absolutna Cisza, najgłębsza, jakiej kiedykolwiek doznałem, najpiękniejsza z wszystkich Cisz!