poniedziałek, 31 maja 2010

[korzenie ukośnicy]

korzenie ukośnicy rosną w atmosferze
koegzystencji upodlonych robaczków wirujących anemicznie
koło utylitarnie rozmemłanych wiązek asymetrycznie
krzywo uciętej rzeżuchy wokół alabastrowo
karmazynowych udręczonych rąk wiedeńskich apostatów
którzy unoszą robotnicze wiadra asfaltu
ku upstrzonej rustykalnym wzorem amarantowej
kuropatwie unikającej rozgrzanych wulkanów Angolskiego
Komitetu Umęczonych Rycerzy w apaszkach
koloru uryny rzezimieszka walczącego anemicznie
kastetem ukradzionym rano wirtualnej agentce
Kosmicznego Urzędu Ratowania Wenus a
korzenie ukośnicy rosną w atmosferze…

wtorek, 25 maja 2010

woda

wielka woda co prawda jeszcze nie opadła, ale obawiam się, że zanim to nastąpi opadnie moja ochota, kilka słów podsumowań i wniosków można już wszak sklecić

po raz kolejny w tym roku zobaczyłem ludzką solidarność, solidarność determinacji u walczących z żywiołem, solidarność rozpaczy u tracących wszystko w mgnieniu oka powodzian, wreszcie solidarność bezrefleksyjności u gapiów na mostach i wzdłuż Wisły, i będę szczery: osobiście najbardziej solidaryzowałem się z tymi ostatnimi, choć przesadnie dużo czasu na podziwianie mętnej, śmierdzącej wody nie zużyłem, no bo w końcu magisterka

wielka powódź to wielka tragedia, wielka tragedia to wielkie emocje, wielkie emocje to media, media, które przy każdej okazji uderzają w tony najgłębszego dramatyzmu, oglądając Piotra Kraśkę zastanawiam się, czy już mogę się poryczeć, czy może powinienem jednak poczekać jeszcze chwilę aż komentator sam to uczyni, widząc przejmujące obrazy z lotu ptaka (z góry nie widać, czy pokazuje się rozlewisko głębokości 10 cm czy 3 metrów) połączone z dojmującą muzyką odnoszę wrażenie, że skok z okna byłby w tej chwili najstosowniejszy, niestety, jest to pewien standard dla wszystkich mediów, standard, na który ja się nie godzę, i po prostu wkurwia mnie to, że w sytuacji dramatycznej media dorabiają jeszcze dodatkową porcję dramatu tylko po to, aby przekaz przyciągnął odbiorcę, jest odbiorca – są reklamy, są reklamy – wiadomo co jest
zresztą, czy przypadkiem większości taki sposób przekazywania informacji aby nie odpowiada? może to oczywiste, że media atmosferę dramatyzmu pogłębiają i tylko ja się wygłupiam z moją naiwną i niestosowną (bo skoro tak piszę to na pewno nic mnie ta powódź nie obchodzi) kontestacją?

pytanie: dlaczego zalało? przyczyn pewnie można by wskazać sporo, z czego ze dwie, góra będą lansowane w mediach, reszta pozostanie znana hydrologom, których za kilka miesięcy i tak nikt już nie będzie słuchał, bo za kilka miesięcy zacznie się Wielkie Zapominanie, zapomni się o powodzi, ofiarach, zapomni o potrzebie tworzenia terenów zalewowych, o zabezpieczeniu dużych miast (vide Wrocław), zapomni się w końcu, które obszary są naprawdę zagrożone i powstaną tam nowe domy, w tym wypasione wille i odpicowane pałacyki
to wszystko oczywiście do następnej powodzi, podczas której co nieco się przypomni

chciałem lekko, może trochę zabawnie i z polotem, wyszło jak u zgorzkniałego drwala nafaszerowanego cytryną
może temat zrobił swoje, może późna pora, magisterka (zło wcielone!), albo jeszcze co innego
nie wiem, odreagujcie na demotach

środa, 12 maja 2010

znowu, niestety, o buwie

no znowu,
niestety,
do końca czerwca będę tam spędzał dużo czasu, co może znajdować swe odbicie na blogu
za pierwszym razem było lekko, delikatnie, sarkastycznie, przaśnie i generalnie nikt nie powinien się poczuć dotknięty
tym razem zamierzam dotknąć bardzo wiele osób!

gros ludzi w buwie po prostu mnie wkurwia! wkurwiają mnie ci ludzie wieloma, nieznośnymi dla mnie, zachowaniami, wśród których wskazuję, co następuje:
- niewyłączanie dźwięku w telefonach komórkowych, to nie jest tak, że oni zapominają, to jest jakaś kurewska premedytacja, z którą wiąże się często bezczelne pierdolenie przez tenże telefon o dupie maryni bez zważania na innych!
- przestawianie krzeseł i nie odstawianie ich na miejsce, ok, rozumiem, że dwie paniusie nie potrafią brnąć przez teksty podręczników solo, ale, na Boga!, po wykonanej „pracy intelektualnej” (czyt. pokreślenie książki na rórzhoffo…) odstawiajcie po sobie krzesła na miejsce! potem przychodzę, widzę kilka wolnych stolików, tylko, kurwa, niegdzie nie ma krzeseł!
- zajmowanie miejsca w Czytelni Ogólnej bez korzystania z książek z magazynu, podczas gdy w innych rejonach buwu jest jeszcze sporo wolnych stolików, ostatnio ilekroć wchodzę do CzO przepełnia mnie obawa, czy się gdziekolwiek wcisnę z moimi tomiszczami „Wierchów”, „Taterników” i „Kurierów Polskich”, póki co zawsze udawało mi się jakieś siedzonko upolować, lecz z każdym dniem drżę coraz bardziej
- zajmowanie miejsc przeznaczonych do czytania prasy codziennej; i tu już kurwa bez litości, bo zdarzyło mi się (na razie tylko raz) czytać mój ulubiony „Tygodnik Podhalański” na podłodze (wykładzina Volunteer), następnym razem chyba się jednak zmobilizuję i pójdę po panie z Czytelni Czasopism (a żyję z nimi w znakomitej komitywie, więc strzeżcie się!), które w trymiga rozgonią całe frajerstwo!
- gadulstwo, z tym jest tak, że mnie osobiście tak bardzo nie przeszkadza, bo potrafię się wyłączyć a moje wysublimowane uszy nie połykają byle pierdół, wiem jednak, że wielu innym osobom niezwykle to przeszkadza, stąd też apel do gadatliwych: zamknijcie mordy!
wydaje mi się, że moje podstawowe żale zostały wylane, nagromadzona złość znalazła ujście o wystarczającej, jak na razie, przepustowości

p.s. teraz przynajmniej wiadomo, po co ten komunikat ostrzegawczy przed wejściem na bloga

środa, 5 maja 2010

polecane! (2)

- Atlantic – kino bardzo przyjemne, puszczają te same filmy, co inne kina, w samym centrum miasta, nie przytłacza, jak multipleksy, ma barek na piętrze, do którego zazwyczaj nie ma kolejek, bo ludzie stoją na parterze a przede wszystkim – można sobie do seansu legalnie kupić browar!

pańszczyzna

nie może być tak, że znowu zakładam bloga i znowu po pięciu notkach chuj strzela bombki! od czasu do czasu coś musi się pojawić przez zwyczajne: bo tak! choćby nie wiem jak bardzo magisterka wysysała ze mnie siły witalne, raz na, powiedzmy dwa tygodnie, coś pojawić się musi
musi!
w końcu sensem bloga są cyklicznie pojawiające się notki, w których autor dzieli się swoimi głębokimi (wedle własnego mniemania) przemyśleniami z garstką najwierniejszych przyjaciół i znajomych, którzy intensywnie nagabywani w końcu zaglądają na tegoż bloga a czasem, w akcie desperackiej litości, zostawiają komentarz
a jak się nie ma przemyśleń, to przynajmniej nie oszukuje się samego siebie, że są głębokie