w kolejnych dniach przylatywały kolejne trumny z kolejnymi ciałami, do tych dwóch najważniejszych natomiast, wystawionych uroczyście w Pałacu, ustawiła się przeogromna kolejka zdeterminowanych ludzi, czekających wiele godzin, bo oddać parosekundowy hołd Prezydenckiej Parze
podziwiam wytrwałość tych ludzi, sam bym się na to pewnie nigdy nie zdobył
nagle zobaczyłem w necie dwa słowa: wywiad, Godzic, czyli warto zajrzeć, czytam: media stworzyły atmosferę końca świata, nie rozumiem, jak to „stworzyły”, nikt tu niczego nie musiał stwarzać, ale wtedy przyszła chwila namysłu, podchodzę do okna, blok na przeciwko, jak stał, tak stoi, wieżowce w centrum dalej są na swoim miejscu, patrzę w lewo, patrzę w prawo – wszystko po staremu, cholera! – myślę – faktycznie to jeszcze nie koniec świata!
odetchnąłem z ulgą
wkrótce zaczęła fascynować mnie lista gości na pogrzeb, od samego początku wielcy, Obamowie, Miedwiediewowie i Sarkozowie przeplatali się z maluczkimi w postaci prezydenta Kosowa, czy innej Macedonii, potem pojawiały się kolejne nazwiska, prezydenci, premierzy, książęta i królowie, ministrowie, ambasadorowie i inni przedstawiciele, w duchu myślałem sobie, żeby tylko delegacji nie przysłał Bin Laden, bo to – wiadomo – rozrywkowe chłopaki a uroczystość wszak wymagająca powagi
aż nagle przyszła chmura i towarzystwo się posypało, zaczęli odwoływać przybycie, w efekcie zabrakło Baracka, któremu szczęśliwie wulkaniczny pył nie przeszkodził w rozegraniu partyjki golfa, oraz Angeli Merkel, która w końcu też miała daleko, dotarli za to, między innymi rzecz jasna, premier Maroka (początkowo myślałem, że na wielbłądzie, ale jednak, mimo złowieszczego pyłu, przyleciał i to już w sobotę!) oraz prezydent Gruzji, który zawstydził Obamę bardziej niż mógłby to uczynić sam Turbodymomen, gdyż w heroiczny sposób dotarł do Krakowa z… Waszyngtonu
polscy internauci obu nagrodzili demotywatorami, najwyższymi obecnie cywilnymi odznaczeniami w polskim internecie
Obamę wyśmiewają komixxy
w nocy z niedzieli na poniedziałek zakończyła się oficjalnie żałoba narodowa
i bardzo dobrze, że się wreszcie skończyła! nie można się przecież umartwiać w nieskończoność, otrzyjmy łezki, bierzmy się do roboty!
czego ten tydzień mógł, a nawet może nas, jeśli tylko zdobędziemy się na odrobinę namysłu, jeszcze nauczyć? – to jest pytanie indywidualne, każdy, kto choćby tylko spróbuje je sobie zadać, już coś osiągnął
arcybiskup Nycz powiedział, że zdaliśmy egzamin z patriotyzmu, myślę, że jest w tym dużo racji, czasami zastanawiam się wręcz, czy nie pójść dalej, nie powiedzieć: „matura z patriotyzmu”, zresztą nieważne, ważne, że taki egzamin, choć w tragicznej formie, odbył się a każdy chętny mógł wziąć w nim udział, i co równie istotne – to nie anonimowy, znudzony wielogodzinnym posiedzeniem etatowy „sprawdzacz” będzie weryfikował naszą postawę
ocenę wystawi każdemu jego własne sumienie