Zdzisław jest zagorzałym zwolennikiem dokładności. Istnieją podejrzenia, że
w młodości terminował u pewnego wyjątkowo skrupulatnego majstra w Fabryce
Obrabiarek Precyzyjnych. Trudno stwierdzić, czym dokładnie się tam zajmował -
jest kilka teorii. Według jednej miał nadzorować poprawność rozstawu rowków
teowych w 5-osiowych centrach obróbkowych typu VARIO. Wedle innej pilnował
poprawności wysuwu pinoli w głowicach pionowych frezarek. Niektórzy natomiast
twierdzą, że obowiązki Zdzisława koncentrowały się wokół tokarek. Miał on
między innymi ustawiać maksymalną średnicę obrabianego pręta oraz montować
gniazda pod kły obrotowe. Czymkolwiek zresztą Zdzisław się tam nie zajmował,
jedno jest pewne - pokochał precyzję!
Ludzie często mają tak, że próbują przeszczepiać własne pasje innym, czasem
wręcz na siłę. Nie wiem, czy Zdzisław próbował komukolwiek na siłę wpajać
zamiłowanie do precyzji, wiem jednak, że w dużym stopniu wymaga jej od innych.
Sprowadza się to głównie do zasady "trzech razy".
Zasada "trzech razy" mówi, że aby coś u Zdzisława załatwić,
trzeba zazwyczaj pofatygować się do niego właśnie trzy razy. Za pierwszym
podejściem Zdzisław spokojnie przygląda się sprawie, aż nagle dostrzega
pierwszy błąd i zatrzymuje się. Odsyła wówczas delikwenta, aby ten ów błąd
poprawił. Oczywiście wszyscy po pierwszym odrzuceniu, poza poprawieniem
wskazanego błędu, jeszcze raz sami sprawdzają, czy reszta zagadnienia się
zgadza. Mając poczucie, że tym razem będzie dobrze, ponownie udają się do
Zdzisława. Ten ponownie przygląda się przedłożonej kwestii, tym razem nie mówi
jednak nic, dopóki nie zapozna się z całością. Dopiero gdy to nastąpi, Zdzisław
podsuwa pewne uwagi i sugestie, które jego zdaniem powinny zostać w danej
sprawie uwzględnione. Oczywiście nikt posiadający choćby krztę honoru i
godności osobistej nie kwestionuje uwag i sugestii Zdzisława. Wszyscy ponownie
przepatrują swój problem z taką dokładnością, na jaką tylko kogo stać, i po raz
trzeci udają się przed oblicze Zdzisława. I to zazwyczaj wystarczy. Za trzecim
razem Zdzisław bez słowa akceptuje daną kwestię i sprawa jest załatwiona.
"Zasada trzech" od początku niezwykle mnie intrygowała. Starałem
się samodzielnie rozgryźć jej sens, odnaleźć sedno, by w pełni ją pojąć.
Niestety, moc mojego intelektu okazywała się zbyt wątła, aby mierzyć się ze
strukturami skonstruowanymi we wszechpotężnym umyśle Zdzisława. Postanowiłem,
że jedyne wyjście to zdobyć się na odwagę i poszukać odpowiedzi na nurtujące
mnie pytanie u źródła. Któregoś dnia po prostu do niego podszedłem i palnąłem
bez zastanowienia:
- Czemu dopiero za
trzecim razem?
- Co za trzecim razem? - Zdzisław z zaciekawieniem zmierzył mnie wzrokiem.
Poczułem skurcz łydki i mrowienie na karku. Zacząłem żałować równie nagłego co
szaleńczego przypływu odwagi.
- No więc... czemu tak skonstruowana jest "zasada trzech"? Czemu
dopiero za trzecim razem większość spraw uzyskuje akceptację?
Cisza. Moje serce chyba na moment przestało bić. Chciałem zemdleć i zarazem
nie mogłem zemdleć. Wzrok Zdzisława przeszywał mnie na wylot niczym stalowy
pręt, który nie pozwala ot tak z hukiem zwalić się na podłogę, ale przytrzymuje
ofiarę w pozycji pionowej, skazując na niewyobrażalną mękę pozostawania
świadomym. Nagle jednak, ku memu ogromnemu zdziwieniu, Zdzisław lekko się
uśmiechnął.
- To proste. - odrzekł łagodnie - Jeśli przyjrzysz się danej sprawie trzy
razy, to zdobędziesz o niej wiedzę o dwa razy większą niż za pierwszym
razem.
Poczułem, jak krew
ponownie zaczyna krążyć po moim ciele a umysł jakby się rozjaśnia.
Podziękowałem Zdzisławowi i wróciłem do siebie.
Potem jeszcze
dwukrotnie pytałem go o „zasadę trzech”.