akcja zaczyna się właściwie w momencie, w którym wukadka rusza leniwie z Ochoty; zaczyna się ruch: subtelna walka o dobre miejsce (pole position, czyli schodki, zazwyczaj są już zajęte przez starych wyjadaczy, czasem przez półświadomych szczęśliwców); dwa kroczki w lewo, jeden w przód, czasem wystarczy przysunąć nieco twarz w kierunku drzwi, aby zbudować wrażenie, że wyjdzie się w miarę szybko; jednocześnie pojawia się napór z tyłu; ci, co siedzieli, czasem się podnoszą, rozglądają skwaszeni, uświadamiają sobie, że przespali ważny moment, że mogą zapomnieć o ekspresowej ewakuacji; nikt ich jednak nie żałuje, każdy szuka luki dla siebie; jest wyczekiwanie, rośnie napięcie, przyspieszają oddechy; stawka jest potwornie wysoka – zdobycie miejsca na początku Szarafali!
wreszcie kolejka wpełza na peron, zaczyna się odliczanie, ostatnie poprawki: otyli stabilizują zajęte miejsca masywnością swych bioder i obfitością pośladków, chuderlacy wypatrują szczelin, w które mogą się wcisnąć metodą „na glizdę”, regulamin nie dopuszcza głaskania przeciwnika łokciem po nosie
ostatnie sekundy i skład zatrzymuje się, ostatecznie i definitywnie, a potem jak w totolotku – zwolnienie blokady i zaczyna się walka
premiowani są ci ze schodków, nawet jeśli jechali w drugiej połówce składu to i tak znajdą się raczej w przedniej części Szarafali (chyba, że potkną się lub poślizgną się na kałuży moczu – jak mawiał Kurt: zdarza się), wychodzący pierwszymi drzwiami, ale w ostatniej kolejności skazani są na porażkę, równie dobrze mogą w ogóle nie wychodzić
stabilne zejście na peron to nawet nie połowa sukcesu; jeśli jesteś gdzieś z przodu – walczysz o utrzymanie świetnej pozycji, jeśli w środku lub (uchowaj miłosierny Boże!) z tyłu – próbujesz awansować, choćby o jedno, marne oczko zdobyte mało chwalebnym wyminięciem staruszki o kulach; od tego momentu rozgrywki tracą na znaczeniu walory otyłych, słuszne kubatury ich ciał stanowią cenniejszy wkład w jestestwo Szarafali niż nędzne żebra niedożywionych adwersarzy, próbuje ona zatem ograniczać ich aktywność; tutaj premię dostaje się za gibkość („metoda na glizdę” zachwyca swą uniwersalnością, tu bowiem znowu sprawdza się idealnie) oraz chyżość ud i sprężystość łydek
wymijanie dostarcza największych emocji; istnieją podobno ekstremiści (niekoniecznie muzułmańscy!), którzy celowo zaczynają w centrum Szarafali, aby następnie agresywnie przeć na początek! w swym szaleństwie balansują na zdradliwej krawędzi peronu by po chwili przemknąć milimetry od półek z przeterminowaną prasą wzbudzając niepokój pani kioskarki; są również „blokersi”, celowo powstrzymujący szybszych od siebie i podcinający ich długimi parasolkami nawet, gdy nie pada
najbardziej pasjonującym zjawiskiem jest jednak zew sprintera, który w sposób nieprzewidywalny odzywa się czasem wśród szczęśliwców z pierwszych szeregów Szarafali; wybraniec po prostu nagle zaczyna biec, nie zważa na rozchełstanie swego płaszcza, czy integralność obcasa z resztą buta, ryzykuje, ale jest widoczny, wybija się, ucieka, wyrywa Szarafali, nierzadko inspiruje a nawet, są udokumentowane przypadki, podnieca…
w końcu wszyscy opuszczamy peron, przy McDonald’s Szarafala jest już zazwyczaj tylko wspomnieniem
wkrótce jednak każdy znajduje sobie kolejną falę
znowu zaczyna się walka
znowu potężne pupy ścierają się z gibkimi żebrami
znowu ktoś chce być sprinterem podczas, gdy ktoś inny musi zostać ostatni
na Śródmieście wjeżdża zaś następna wukadka, szykuje się kolejna Szarafala
rozdwojenie
-
z racji profilu tego bloga określonego już przez sam tytuł, tematy cięższe
pojawiać się będą na:
http://pisanieprzynosiulge.blogspot.com/
nie zapraszam
14 lat temu
rozbawiłem się, a kiedy będzie o walce o miejsce w środku?:)
OdpowiedzUsuń