zacznę od końca: chciałem dziś zrobić Jezuskowi jakieś lepsze zdjęcia, te ostatnie mnie nie satysfakcjonują, za dużo cokołu a w tle zaparkowany samochód; tymczasem patrzę a tu jakiś facet kończy malowanie Jezuska! na kolorowo!
i to był chyba ten impuls, bym mógł wreszcie mego niemego znajomego wprowadzić na bloga
Jezuska poznałem w 2003 roku, był pierwszy dzień rekolekcji wielkopostnych, większa część klasy po kilku godzinach lekcyjnych udała się do św. Barbary, ja wraz z Kamilem i Hubertem postanowiliśmy znaleźć sobie alternatywę,
poszliśmy do spożywczaka,
kupiliśmy po browarze,
zaczęliśmy szukać ustronnego miejsca zaglądając w pobliskie bramy,
wtedy natknęliśmy się na Jezuska, być może udzielił nam się rekolekcyjny nastrój, konsumpcji postanowiliśmy dokonać bowiem w Jego towarzystwie
dlaczego drobny, zasadniczo nieistotny epizod mojego licealnego życia zachowuję w pamięci w kopercie z napisem „ważne”? w sumie to nie mam pojęcia
czym jest picie piwa pod obiektem, bądź co bądź, sakralnym, niemal na pewno swego czasu poświęconym? profanacją? zbezczeszczeniem? wandalizmem? policzkiem wymierzonym Kościołowi? wierze? wierzącym?
być może
my nie patrzyliśmy na to w ten sposób, nie mieliśmy w ogóle takich intencji
chcieliśmy napić się piwa w ustronnym miejscu, po prostu, bez żadnej ideologii buntu czy choćby delikatnej kontestacji
w dużej mierze to przypadek sprawił, że znaleźliśmy się pod Jezuskiem; choć dziś tak sobie myślę, że to może On sam nas do siebie zaprosił?
jakości młodych ludzi nie ocenia się przez pryzmat ich jednostkowych wybryków; rozbieżności pomiędzy czynami a intencjami po prostu są i trzeba o tym pamiętać; czasem mówi się, że dobrymi intencjami (właściwie chęciami, ale sens pozostaje ten sam) wybrukowane jest piekło – to nieprawda! sacrum i profanum nie muszą stać wobec siebie w podręcznikowej opozycji; rzeczy banalne i do bólu codzienne mogą w najmniej oczekiwanym momencie przeistoczyć się w coś wyjątkowego – cała moc sprawcza należy do okoliczności; każde miejsce może stać się wyjątkowe, wystarczy, by jego wyjątkowość została uznana przez jedno z sześciu miliardów; zresztą z ludźmi jest podobnie; a o tym, czy jakiś moment zostanie zapamiętany decyduje pamięć, nie moment
wypiwszy piwo pożegnaliśmy Jezuska, kontynuowaliśmy nasze alternatywne rekolekcje, pojechaliśmy na taras widokowy Pałacu Kultury, raptem pięć złotych, podziwialiśmy słoneczną, warszawską wiosnę
rozdwojenie
-
z racji profilu tego bloga określonego już przez sam tytuł, tematy cięższe
pojawiać się będą na:
http://pisanieprzynosiulge.blogspot.com/
nie zapraszam
14 lat temu
przyjemna "opowiastka", bo nie wiem jak inaczej możnaby to nazwać, być może refleksją. Podziwiam to z jaką łatwością tworzysz tak rozbudowane i głębokie teksty.
OdpowiedzUsuńBrawo.!