niedziela, 14 listopada 2010

to miasto

Przechodnia
ładna dziewczyna pod Capitolem, jej oczy błyszczą pogodnym brązem
Senatorska
dresiarz o tępym spojrzeniu próbuje mnie zaczepić, następny, któremu dwóch złotych brakuje na alkohol, choć przy tak niskiej ilości szarych komórek w ogóle nie powinien go spożywać, omijam sugestywnym łukiem, muzyka w słuchawkach zagłusza gniewny szelest ortalionu
Plac Zamkowy
slalom wśród dziesiątków aparatów fotograficznych bezlitośnie wymierzonych w Zamek i nieszczęsnego Zygmunta III Wazę
Dobra
nieszczęśni studenci i bibliofile trwają w przemieszaniu z tymi, którzy stęsknili się za Wisłą
Solec
kandydat na Radnego pod czerwonym namiotem obok Pomnika Chwała Saperom składa wybuchowe obietnice; przyszłość pokaże, że to głównie niewypały
Szwoleżerów
szczęśliwe młode małżeństwa wożą swe pociechy w nowoczesnych wózkach, jest słonecznie i ciepło, piękna pogoda, nie ma sensu myśleć o rozwodzie, przecież to dopiero za kilka lat
Podchorążych
panie w delikatesach są dziś w dobrych humorach, mało klientów, można częściej wychodzić na papieroska
Bobrowiecka
średniej wielkości pies głośno zawodzi, nikt się do niego nie przyznaje, ludzkie ucho jest wrażliwe na szept, ale krzyku stara się nie słyszeć
Idzikowskiego
ścieżka przy ogródkach działkowych tonie w błocie, nikt tu nie potrzebuje chodnika, szukający specyficznych wrażeń zakradają się przez dziurę w płocie do Fortu Piłsudskiego, ostatni prawdziwie miejscy turyści
Zawrat
jakiś koleś w krótkim rękawku wciąga nosem brązowy proszek i uśmiecha się do siebie, czubków, jak widać, nie brakuje
Krasickiego
dwaj chłopcy rywalizują o to, kto w bardziej spektakularny sposób wrzuci kamień do kałuży, jak piękna katastrofa!
Rakowiecka
trzy kobiety wychodzą przez potężną furtkę odprowadzane ponurym spojrzeniem strażnika, wydają się przygnębione, w końcu to nie jest furtka dla pogodnych ludzi
Pole Mokotowskie
śmigają rowerzyści, festiwal zwichrowanych fryzur i odsłoniętych kostek
Banacha
na przystanku stoi para przytulonych do siebie ludzi, podobno łączy ich prawdziwa miłość, powinniśmy ich wpisać na listę gatunków zagrożonych wyginięciem
Sękocińska
z podziemnego parkingu wyjeżdża nowiutkie Audi A6, promienie słońca odbijają się od karoserii oślepiając siedzącego po drugiej stronie ulicy bezdomnego, facet od kilku dni nosi się z zamiarem umarcia,
zresztą kierowca Audi też
Plac Zawiszy
starsza pani o kulach wparowuje na torowisko na czerwonym, motorniczy ma dobry refleks, inaczej zrobiłyby się potworne korki
Wronia
elegancki dżentelmen popija sok marchewkowy w cieniu Hiltona, spogląda w kierunku północnym, bieda to straszna rzecz – myśli i sprawdza godzinę, wskazówki Rolexa przypominają mu, że za kwadrans ma kolejne spotkanie

2 komentarze:

  1. gniewny szelest ortalionu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miszczu. Dzięki, co prawda Twoje wpisy pozostawiają pewien niedosyt, ale co za dużo to niezdrowo. Miło i przyjemnie..Fajny spacerek.

    OdpowiedzUsuń