poniedziałek, 19 grudnia 2011

herbata

patrzyliście kiedyś jak herbata dyfunduje? na pewno!
zresztą znałem jednego gościa, który tak układał okrągłą torebkę w szklance, żeby esencja początkowo zbierała się tylko na dnie, następnie gwałtownym szarpnięciem łyżeczki uwalniał tę potworną, skumulowaną w mikroprzestrzeni energię, i obserwował herbacianą eksplozję
wiele razy próbowałem powtórzyć jego wyczyn, słabo mi to, cholera, wychodziło, esencja non stop gdzieś mi uciekała i rozprzestrzeniała się leniwie, zero widowiska, zazwyczaj proces parzenia zupełnie ignorował moje starania w kierunku uczynienia go wyjątkowym, czasem jednak, i te momenty wkurzały mnie najbardziej, wydawało się, że sukces jest bardzo blisko, że esencja herbaty głupieje i posłusznie daje się wtłoczyć na samo dno, wtedy jednak zawsze gdzieś znajdowała się dziura, pieprzona szczelina, którą brunatne smugi wydostawały się powyżej poziomu torebki i radośnie pląsając dryfowały na przekór grawitacji
herbata znowu górą, dosłownie i w przenośni, totalnie
nie napawało mnie to wówczas optymizmem, miałem dwanaście lat i wielkie wyobrażenia o tym, czego człowiek może dokonać: obserwowałem upowszechnianie się pecetów, czytałem o powstawaniu coraz lepszych samochodów, poznałem Nirvanę a Cobain z miejsca zyskał u mnie status drugiej inkarnacji Boga w historii świata, to były dla mnie przesłanki, że mogę wszystko, no limit! just do it!
i właśnie wtedy okazało się, że ja, człowiek nowego millenium, człowiek wszechmogący, nie potrafię ujarzmić herbaty, nie umiem choć raz ścisnąć esencji na dnie tej pieprzonej szklanki!
a potem okazało się, że wchodzi reforma edukacji i do życia powołano instytucję gimnazjum
i już wszystko się pojebało…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz