Stało się! Wielka, prawdziwa tragedia!
Na skutek wypadku takiego a takiego, o godzinie tej i tej, poniósł śmierć na miejscu. A więc jest trup. A jak jest trup to jest i Temat!
Wóz transmisyjny pędzi na miejsce z nadmierną w stosunku do przepisów prędkością. Kierowca czuje, że powinien nieco zwolnić, ale na jego delikatną sugestię redaktor główny odpowiada krótko: "Konkurencja też jedzie na wariata, trzeba zapierdalać."
No to zapierdalamy.
Wreszcie jesteśmy na miejscu, w niewielkiej miejscowości, zapomnianej przez świat wielkiej polityki i kapitalizmu. Jest idealnie; mała, zapyziała wioska znakomicie pasuje do Tematu. Jeśli dzieje się tragedia to najlepiej gdzieś na zadupiu. Duże miasta pozbawione są nimbu tragizmu, historie ich mieszkańców słabiej chwytają za serce, rozmywają się z setkami różnych innych wydarzeń, przez co tracą na sile przekazu. Co innego mała wioska: tu przez lata nic się nie dzieje, by jedna tragedia przewróciła życie jej mieszkańców do góry nogami. I takie przewroty ludzie chcą oglądać, takie przewroty się sprzedają!
Ciało zostało już usunięte. Trochę szkoda. Czarny worek na środku jezdni to dobry obraz na początek materiału. Motyw nieco już wyeksploatowany, ale wciąż atrakcyjny. Najlepiej oczywiście w wariancie z nogą lub ręką wystającą spod czarnej płachty. Kończyna trupa pogłębia intensywność przeżyć, kreuje wiarygodność przekazu, mówi odbiorcy: tam leży ciało człowieka, który jeszcze całkiem niedawno żył.
No ale nie ma już worka. Kręcimy zatem jezdnię. Zoomujemy na spękania w asfalcie, na przestarzałe płyty chodnikowe, na rozpadający się krawężnik. Oto metafora kruchości ludzkiego życia odnaleziona cudownym okiem kamery akurat w miejscu tragedii. Prawie, jakby ten trup jeszcze tam leżał.
Po detalach trzeba pokazać szerszy plan, krajobraz wioski. Tu jest świetnie, mamy peerelowski skansen, stare niszczejące chałupy, zarosłe chwastami podwórka, smutny ugór ciągnie się po horyzont. Mamy szczęście, scenografia pasuje tak dobrze, że nie trzeba będzie sięgać po materiały nagrane w zeszłym roku na Białorusi. Żadnych dokrętek, wszystko jest na miejscu.
Okej, jest biedna wioska, potrzebni są jeszcze biedni ludzie. Tych również nie brakuje, zlecieli się błyskawicznie, w końcu mają swojego, lokalnego trupa. Większość zresztą umarlaka znała, tym lepiej dla nas. Przyszedł sołtys, ale zbyt elegancki; dobry garnitur, markowy zegarek. Nie pasuje. Za to tamten dziadek pod płotem prezentuje się znacznie lepiej. O, i nawet jest nieco wczorajszy. Pan Henryk? Proszę coś powiedzieć do kamery. Niech pan po prostu mówi przez dwie, trzy minuty; my coś z tego zmontujemy. Dobra, postawimy ćwiartkę, tylko niech pan już mówi. Jak to pan go nie znał? Wy się tu przecież wszyscy znacie! Chcę pan tę ćwiartkę? Aha, czyli jednak trochę pan kojarzy? Świetnie, proszę mówić.
Pan Henryk coś tam powiedział, rewelacji nie ma, ale zawsze można wstawić kilkusekundowe zbliżenie na jego pijacką gębę. Przydałby się jednak ktoś jeszcze. Popatrzmy, poszukajmy...
Jest! Wspaniale, ale mamy dzisiaj fart. Szybko, uchwyć kamerą tę pochlipującą z boku babę. Rycząca baba - to będzie piękny finał tego materiału, to jest wisienka na torcie naszego Tematu!. Wiele można przetrzymać bez wzruszenia: ponurą wioskę, czarny worek, zapijaczonego pana Henia. Ale ryczącą babę, charczącą i pochlipującą kilkadziesiąt centymetrów przed kamerą? Chwyta za serce, nie? Spójrzcie w jej oczy: szczere wzruszenie, smutek, troska, przejęcie, niedowierzanie. To są prawdziwe emocje! Boże, jak rzadko widujemy dziś w telewizji takie prawdziwe emocje! Ostatnio w jednym z tygodników branżowych jeden z ekspertów stwierdził, że (cytuję): "trzydzieści sekund autentycznych emocji wartością marketingową odpowiada nawet trzydziestu minutom popularnego talent show".
Dobra, mamy wszystko! Staruszka chciałaby coś jeszcze dodać, ale zdążyliśmy wyłączyć kamery. Zresztą, przestała płakać, po co nam taka baba, co nie ryczy?
Zwijamy sprzęt, teraz migiem do studia. Trzeba to jeszcze ładnie złożyć przed głównym wydaniem. Tak, żeby naprawdę poruszyło widzów. Żeby im się to na swój sposób spodobało.
Reklamodawcom też się wówczas spodoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz