czwartek, 25 października 2012

Wizyta


Przyjechali!
Przyjechała delegacja z centrali naszej spółki-matki. Przyjechał nasz wspaniały Król z dumnej i bogatej Holandii, by zobaczyć jak wiedzie się jego skromnemu wasalowi w odległych i dzikich nieco krainach Wschodu. Władca przyjechał z większą świtą niż zwykle, obok jego sekretarza pojawiło się jeszcze dwoje dostojników, których dotąd nie gościliśmy w naszych komnatach. Na lotnisko, swą pozłocistą karetą marki Jeep, wyjechał po nich sam Książę. Wszystko na zamku zostało przygotowane już wcześniej, książę zadbał o to, by cały dwór należycie przygotował się do tej wizyty. Musieliśmy uprzątnąć wszystkie komnaty a także, zgodnie z obyczajami krajów, z których nasz Władca się wywodził, pochować radioodbiorniki do szafek. Po dziesiątej znamienici goście weszli do zamku i po krótkim ceremoniale powitania z dworem udali się do komnaty konferencyjnej. Król, jak zawsze przy okazji takich wizyt, tryskał dobrym humor, uśmiechał się, żartował. Jest to niewątpliwie jeden z tych władców, którzy ujmują lenników swym usposobieniem a wobec odwiedzanego dworu zawsze odnoszą się przyjaźnie, niezależnie od charakteru wizyty.
Obrady trwały długo i na niewiele przerw pozwolił król swemu wasalowi. Zastanawialiśmy się, jakie tematy na okoliczność tych odwiedzin są wiodące. Czy Król szykuje się do wojny i oczekuje zbrojnego wsparcia? Czy też może wizyta skupia się wokół kwestii gospodarczych? Wiadomo przecież, że ostatnie lata były nieco mniej urodzajne i to nie tylko u nas, ale we wszystkich okolicznych królestwach. Około godziny czternastej wnieśliśmy jadło, rozmowy trwały jednak dalej. Dopiero wieczorem Monarcha w towarzystwie swej świty oraz naszego Księcia i Wielkiego Skarbnika udali się na wizytację stolicy, noc spędzili natomiast w książęcym hotelu w najbogatszej dzielnicy miasta. Obrady drugiego dnia rozpoczęły się jeszcze wcześniej niż poprzednio. Król i Książę właściwie nie opuszczali komnaty konferencyjnej aż do momentu, w którym nasz wspaniały Monarcha miał udać się w podróż powrotną. Po piętnastej dumny Władca pożegnał dwór szerokim uśmiechem i w książęcej asyście złotą karetą udał się na lotnisko.
Na dworze zapanowało rozprężenie, bo choć Król, jak już wspominałem, postacią jest naprawdę ujmującą, to jednak każdorazowo w obliczu Jego majestatu w szeregi dworzan wkrada się pewne napięcie i skupienie na tym, by zaprezentować się Seniorowi jak najdostojniej. Teraz ów czar nienaturalnej ciszy i skupienia prysł, życie dworu wróciło do normy, wyjęliśmy z szafek radioodbiorniki. Okazało się, że znaczna część wspaniałego jadła, przygotowanego specjalnie dla Władcy, pozostała w komnacie nieruszona. Uznaliśmy to zgodnie za znak, że nasz miłościwy i wyrozumiały Monarcha pragnie, abyśmy i my posilili się pysznymi jogurtami i sandwiczami ku chwale Korony!
Teraz czekamy na informację od Księcia, który wkrótce przekaże nam ustalenia podjęte na tym ważnym spotkaniu.


Przyjechali!
Przyjechali nasi goście z bratniego kraju holenderskiego, przyjechał sam I Sekretarz Najwyższy Komitetu Centralnego naszej spółki-matki, w asyście kilkorga zacnych i zasłużonych dla idei towarzyszy. Z lotniska odebrani zostali osobiście przez naszego I Sekretarza, który na tę okoliczność przygotował swą wspaniałą, pozłacaną limuzynę. Przygotowania trwały już zresztą od wielu dni. Wszyscy pracownicy biura Komitetu Centralnego rzetelnie przygotowywali się do wizyty, przeprowadzono wielkie porządki i uporządkowano akta. Pochowano także radioodbiorniki, gdyż ostatnie badania prowadzone na Instytucie, który ukończył sam I Sekretarz Najwyższy, udowodniły, że muzyka z radia zmniejsza wydajność klasy pracującej i działa nań demoralizująco. Obalono tym samym mit "dobrego radia" lansowany dotąd z takim uporem przez wrogą propagandę.
Delegację powitaliśmy najdostojniej, jak potrafiliśmy, co spotkało się z jawnym uznaniem naszych gości. Były więc uśmiechy, uściski dłoni, dobre słowo otuchy, jakże ważne i budujące, gdy zasłyszane z bratnich ust zagranicznych towarzyszy. Wkrótce jednak przeniesiono się do przygotowanej uprzednio dużej sali plenarnej, gdzie od razu przystąpiono do obrad. Rozmowy trwały długo i raczej oszczędnie dysponowano czasem na przerwy. Nawet uroczysty posiłek nie był w stanie oderwać delegatów na dłużej od ważnych kwestii, które omawiali. Zastanawialiśmy się zresztą, co jest wiodącym tematem tej wizyty. Czy mówią tam o sposobach umacniania i pogłębiania wzajemnej przyjaźni naszych bratnich narodów? Czy dyskutowane są sprawy dalszego rozwoju naszych i tak już pięknie rozwiniętych gospodarek? A może omawiano strategie obrony przed różnymi formami zagrożeń z zewnątrz? Wiadomo przecież, że kapitalistyczna Unia od jakiegoś czasu próbuje wciągnąć w swój wielki kryzys zdrowo rozwijające się kraje socjalistyczne; trzeba temu przeciwdziałać! Obrady trwały do osiemnastej, następnie znakomici goście w towarzystwie I Sekretarza oraz Ministra Finansów naszego KC udali się na wycieczkę po naszej stolicy, aby na własne oczy zobaczyć jej rozwój. Spotkanie dnia następnego miało podobny przebieg - w intensywnej dyskusji niewiele znalazło się czasu na odpoczynek i beztroskę. W końcu po godzinie piętnastej I Sekretarz Najwyższy, ku naszemu zmartwieniu, pożegnał się przyjacielskim uśmiechem i odjechał w kierunku lotniska.
Powoli z murów KC odpływała atmosfera lekkiego zdenerwowania, która zawsze towarzyszy wizytom tak wspaniałych gości. Wyjęliśmy również z szafek radioodbiorniki, uznaliśmy bowiem, że nie będąc robotnikami ani rolnikami nie jesteśmy klasą robotniczą w takim ujęciu, jakie proponowali badacze wspomnianego Instytutu, pozostajemy zatem niepodatni na jakikolwiek wpływ muzyki z radia. Okazało się ponadto, że znaczna część specjałów przygotowanych na posiłek dla gości, pozostała nieruszona. Aby nie zmarnować trudu, jaki wiele rodzimych spółdzielni rolno-przemysłowych włożyło w produkcję tego poczęstunku, postanowiliśmy ochoczo skonsumować te dary ojczystej ziemi. 
Teraz czekamy na najbliższe plenum Komitetu, gdzie I Sekretarz przekaże nam wszelkie wnioski, porady i wytyczne, jakie wypracowano w ciągu dwóch dni ciężkich obrad. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz