Śmierć przede
wszystkim zaskakuje, przychodzi znienacka niespodziewana i nieoczekiwana.
Zdumiewa. Jest jak pierwszy śnieg późną jesienią – choćby nawet zapowiedziały go
wszystkie prognozy pogody, nie sposób nie zapytać: jak to? już spadłeś? czemu
znowu tak wcześnie?
Poznaliśmy już tyle
zjawisk. Odkryliśmy planety, wieloryby, tlen i azot, protony, neutrony, elektryczność,
pieluchy jednorazowe, klimatyzację, coca colę i trzy zasady dynamiki. Tylko
wobec śmierci, choć znamy ją od początku, wciąż pozostajemy tak samo głupi i
bezradni.
W obliczu śmierci
umysły żywych zwracają się ku wspomnieniom. W obliczu śmierci pamięta się
najlepiej.
Pamięta się spacer na
Śnieżnik. Pamięta się belemnity w posadzce kościoła w Łowiczu. Pamięta się
widok z Chęcin na „gacka”. Pamięta się znoszenie wielkiego kamienia wartości dziesięciu
„zaliczeń”. Pamięta się nagły nalot wpół do pierwszej w nocy. Pamięta się wycieczki
do sklepu na słowacką stronę. Pamięta się przegląd starych map i sprzątanie
wcale nie młodszych szaf. Pamięta się Bolesławów, Zwardoń, Bocheniec i
Przyjezierze. Pamięta się zalany deszczem Lwów i nocny marsz na kamieniecką
twierdzę. Pamięta się dwóje i pamięta się piątki, których zawsze było więcej.
Wreszcie, pamięta się te wszystkie wigilie, organizowane, aby nie zapominać.
„Dobrzy ludzie!”
Odszedł jeden z nas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz