środa, 26 czerwca 2013

A.S.

Śmierć przede wszystkim zaskakuje, przychodzi znienacka niespodziewana i nieoczekiwana. Zdumiewa. Jest jak pierwszy śnieg późną jesienią – choćby nawet zapowiedziały go wszystkie prognozy pogody, nie sposób nie zapytać: jak to? już spadłeś? czemu znowu tak wcześnie?
Poznaliśmy już tyle zjawisk. Odkryliśmy planety, wieloryby, tlen i azot, protony, neutrony, elektryczność, pieluchy jednorazowe, klimatyzację, coca colę i trzy zasady dynamiki. Tylko wobec śmierci, choć znamy ją od początku, wciąż pozostajemy tak samo głupi i bezradni.

W obliczu śmierci umysły żywych zwracają się ku wspomnieniom. W obliczu śmierci pamięta się najlepiej.
Pamięta się spacer na Śnieżnik. Pamięta się belemnity w posadzce kościoła w Łowiczu. Pamięta się widok z Chęcin na „gacka”. Pamięta się znoszenie wielkiego kamienia wartości dziesięciu „zaliczeń”. Pamięta się nagły nalot wpół do pierwszej w nocy. Pamięta się wycieczki do sklepu na słowacką stronę. Pamięta się przegląd starych map i sprzątanie wcale nie młodszych szaf. Pamięta się Bolesławów, Zwardoń, Bocheniec i Przyjezierze. Pamięta się zalany deszczem Lwów i nocny marsz na kamieniecką twierdzę. Pamięta się dwóje i pamięta się piątki, których zawsze było więcej. Wreszcie, pamięta się te wszystkie wigilie, organizowane, aby nie zapominać.


„Dobrzy ludzie!” Odszedł jeden z nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz