niedziela, 9 czerwca 2013

Zdzisław 2

Zdzisław jest zagorzałym zwolennikiem dokładności. Istnieją podejrzenia, że w młodości terminował u pewnego wyjątkowo skrupulatnego majstra w Fabryce Obrabiarek Precyzyjnych. Trudno stwierdzić, czym dokładnie się tam zajmował - jest kilka teorii. Według jednej miał nadzorować poprawność rozstawu rowków teowych w 5-osiowych centrach obróbkowych typu VARIO. Wedle innej pilnował poprawności wysuwu pinoli w głowicach pionowych frezarek. Niektórzy natomiast twierdzą, że obowiązki Zdzisława koncentrowały się wokół tokarek. Miał on między innymi ustawiać maksymalną średnicę obrabianego pręta oraz montować gniazda pod kły obrotowe. Czymkolwiek zresztą Zdzisław się tam nie zajmował, jedno jest pewne - pokochał precyzję!
Ludzie często mają tak, że próbują przeszczepiać własne pasje innym, czasem wręcz na siłę. Nie wiem, czy Zdzisław próbował komukolwiek na siłę wpajać zamiłowanie do precyzji, wiem jednak, że w dużym stopniu wymaga jej od innych. Sprowadza się to głównie do zasady "trzech razy".
Zasada "trzech razy" mówi, że aby coś u Zdzisława załatwić, trzeba zazwyczaj pofatygować się do niego właśnie trzy razy. Za pierwszym podejściem Zdzisław spokojnie przygląda się sprawie, aż nagle dostrzega pierwszy błąd i zatrzymuje się. Odsyła wówczas delikwenta, aby ten ów błąd poprawił. Oczywiście wszyscy po pierwszym odrzuceniu, poza poprawieniem wskazanego błędu, jeszcze raz sami sprawdzają, czy reszta zagadnienia się zgadza. Mając poczucie, że tym razem będzie dobrze, ponownie udają się do Zdzisława. Ten ponownie przygląda się przedłożonej kwestii, tym razem nie mówi jednak nic, dopóki nie zapozna się z całością. Dopiero gdy to nastąpi, Zdzisław podsuwa pewne uwagi i sugestie, które jego zdaniem powinny zostać w danej sprawie uwzględnione. Oczywiście nikt posiadający choćby krztę honoru i godności osobistej nie kwestionuje uwag i sugestii Zdzisława. Wszyscy ponownie przepatrują swój problem z taką dokładnością, na jaką tylko kogo stać, i po raz trzeci udają się przed oblicze Zdzisława. I to zazwyczaj wystarczy. Za trzecim razem Zdzisław bez słowa akceptuje daną kwestię i sprawa jest załatwiona.
"Zasada trzech" od początku niezwykle mnie intrygowała. Starałem się samodzielnie rozgryźć jej sens, odnaleźć sedno, by w pełni ją pojąć. Niestety, moc mojego intelektu okazywała się zbyt wątła, aby mierzyć się ze strukturami skonstruowanymi we wszechpotężnym umyśle Zdzisława. Postanowiłem, że jedyne wyjście to zdobyć się na odwagę i poszukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie u źródła. Któregoś dnia po prostu do niego podszedłem i palnąłem bez zastanowienia:
- Czemu dopiero za trzecim razem?
- Co za trzecim razem? - Zdzisław z zaciekawieniem zmierzył mnie wzrokiem. Poczułem skurcz łydki i mrowienie na karku. Zacząłem żałować równie nagłego co szaleńczego przypływu odwagi.
- No więc... czemu tak skonstruowana jest "zasada trzech"? Czemu dopiero za trzecim razem większość spraw uzyskuje akceptację?
Cisza. Moje serce chyba na moment przestało bić. Chciałem zemdleć i zarazem nie mogłem zemdleć. Wzrok Zdzisława przeszywał mnie na wylot niczym stalowy pręt, który nie pozwala ot tak z hukiem zwalić się na podłogę, ale przytrzymuje ofiarę w pozycji pionowej, skazując na niewyobrażalną mękę pozostawania świadomym. Nagle jednak, ku memu ogromnemu zdziwieniu, Zdzisław lekko się uśmiechnął.
- To proste. - odrzekł łagodnie - Jeśli przyjrzysz się danej sprawie trzy razy, to zdobędziesz o niej wiedzę o dwa razy większą niż za pierwszym razem. 
Poczułem, jak krew ponownie zaczyna krążyć po moim ciele a umysł jakby się rozjaśnia. Podziękowałem Zdzisławowi i wróciłem do siebie.
Potem jeszcze dwukrotnie pytałem go o „zasadę trzech”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz