kupię sobie bananowy szaliczek, będzie brunatny w ciemnobeżowe podłużne paski, zaplączę go sobie ciasno wokół szyi, co prawda będzie mnie pewno strasznie drapał ale co tam, można wytrzymać w imię wyższej idei, jaką będzie mój pierwszy, stuprocentowy buwing, dotąd brakowało mi właśnie szaliczka, niby drobiazg, ale jednak świat bez detali jest jak espresso bez cukru, tak więc uzupełniwszy ten podstawowy brak rozpocznę wreszcie profesjonalny buwing, może trochę późno, w końcu u schyłku studiów, ale trudno
zatem buwing, koniec ze ślęczeniem na mikrofilmach, koniec z wertowaniem rozsypujących się gazet z lat trzydziestych, koniec wreszcie (wreszcie!) w obijaniem się o zapomniane półki z jakimiś dziwnymi książkami z lat pięćdziesiątych (to chyba jakoś zaraz po wynalezieniu druku), teraz najważniejsze będzie poruszanie się po właściwych ścieżkach a więc przede wszystkim po głównym holu z naciskiem na okolicę kolumn przy schodach wejściowych i miejsce, gdzie zwykle tworzy się kolejka do wypożyczalni, czasem wejdę także na piętro, przejrzę się w niedomytych szybach czytelni ogólnej, stanę przy czasopismach bieżących a nawet od biedy zajrzę w okolicę działów „prawo” i „nauki społeczne”, a gdy już się trochę zmęczę przyjdzie czas na odpoczynek, wtedy zejdę do coffee heaven (tak! koniec z lavazzą z automatu!), wybiorę egzotyczną kawę o latynoskiej nazwie i apetyczną, wegetariańską kanapkę z pędami bambusa, po czym przystąpię do konsumpcji siadając na wysokim barowym stołku w taki sposób, żeby moje pośladki zakrywały nie więcej niż 50% jego powierzchni, po udanej konsumpcji pokręcę się trochę po holu przed wejściem do biblioteki, wstąpię do kiosku (może kupię gumę do żucia), zerknę na plakaty o mega fajnych imprezach w zajebistych śródmiejskich klubach, i wrócę do środka, tu można powtórzyć rytuał, ewentualnie trochę zmienić trasę, dodać jakiś nowy element, na przykład – rozmowę przez komórkę na schodach, albo usiądę na chwilę przy komputerze, pokręcę się tak jeszcze jakiś czas i wyjdę żegnając ochronę pretensjonalnym wzrokiem, którego nie zachowam już jednak dla szatniarki
jest tylko jeden problem – przez cały ten czas będę sam a banany, jak powszechnie wiadomo, występują w kiściach
rozdwojenie
-
z racji profilu tego bloga określonego już przez sam tytuł, tematy cięższe
pojawiać się będą na:
http://pisanieprzynosiulge.blogspot.com/
nie zapraszam
14 lat temu
Maćku... nie pierdol :P
OdpowiedzUsuńA odnośnie tych kiści to ja mogę być Twoim banankiem ;D ;*
No właśnie nie pi*rdol! Bo niby czemu akurat najbardziej bananalike miałyby być działy: prawny i nauki społeczne?;)
OdpowiedzUsuń'jak powszechnie wiadomo, występują w kiściach ' to moje motto na koniecstudiów!