niedziela, 7 listopada 2010

2 minuty

w samochodzie jest ciepło, łagodnie, delikatnie; to azyl, wygodna enklawa w surowym klimacie miejskiej nocy
jest też radio, w środku jakieś CD, no to: play, chwila oczekiwania, dwa niezsynchronizowane oddechy, wyczekujące spojrzenia padają na muśnięty przed momentem trójkącik, cichutki zgrzyt, czyli, że czyta płytę, i nagle… Ah, look at all the lonely people, Eleanor Rigby na dwie minuty wypływa z głośnika i wygodnie rozsiada się na tylnym siedzeniu

pytamy czasem: ile trwa chwila; otóż, jak sądzą niektórzy, nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, gdyż każda chwila jest jednostką na tyle autonomiczną, że posiada własną miarę, nie zawsze zresztą wyrażalną jednostkami czasu
ta bardzo konkretna chwila trwa dwie minuty

jest bliskość, dobrze wyważona, nie jakaś nachalna czy roszczeniowa, delikatność, pewność, że tych kilka elementów musi zostać zachowanych, że zostało to z góry ustalone, a jednocześnie panuje przekonanie, że wszystko jest, jak być powinno, dotyk, dotyk ma niesamowicie szerokie zastosowanie: może zabijać, ranić, niszczyć, ale może też koić, uzdrawiać, może stworzyć maleńkie sacrum na potrzebę chwili, trzeba tylko przymknąć oczy, tymczasem Eleanor podnosi ziarenka ryżu

jest ciepło; ciepło samochodowej dmuchawy i ciepło człowieka, przez szyby można spoglądać z uśmiechem i lekkością, to, co przez nie widać nas nie dotyczy, zresztą nie wiadomo, czy w ogóle istnieje, nie musi nas to obchodzić, bezwarunkowa akceptacja biegu wydarzeń to słodki przywilej nielicznych, nie musi zawsze oznaczać smutnego przyzwolenia, nie kontestujmy tego, że rzeka chce płynąć własnym, od wieków ustalonym korytem, obok ojciec McKenzie notuje słowa swego nieszczęsnego kazania

siedzimy statycznie, ale przecież nie na zawsze; po coś w końcu po każdej nocy nastaje dzień; ruch, wystarczy czasem drobne drgnięcie, by dynamika zajęła swe długo wyczekiwane miejsce, trzepot powieki, podciągnięcie kącika ust, ściągnięcie brwi, ruchu nie da się opisać, to jest chaos wypuszczony z butelki przez niefrasobliwego chemika, ulatnia się błyskawicznie, dyfunduje w rozrzedzonej rzeczywistości, nie złapiemy go, dopóki sam łaskawie nie spocznie obok kurzu na meblach, trwa pogrzeb Eleanor, ojciec McKenzie za chwilę wytrze swe ubrudzone dłonie, tylne siedzenie znowu jest puste

chwila przemija bezpowrotnie, nigdy się nie powtórzy, możemy ją co najwyżej próbować odtwarzać w niedoskonałym adapterze własnej pamięci, nie unikniemy przy tym skrzypienia igły na szybko zużywającej się płycie

radio gra dalej, leci ‘Help’, ‘Back In USSR’, ‘All You Need Is Love’ i parę innych, potem jeszcze coś zupełnie innego
na niebie coraz więcej gwiazd

All the lonely people
Where do they all come from?
All the lonely people
Where do they all belong?

P.S. Jeśli ktoś nie zna, bardzo proszę, poświęćcie 2 minuty:

3 komentarze:

  1. co do chwili, to wg komiksów papcia chmiela trwa ona dokładnie 3 momenty.

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne, udało Ci się tym opisem wyrwać mnie z mojego fotela i dać popatrzeć przez szybę jak przeżywacie tą chwilę.

    OdpowiedzUsuń